Mama w czasach zarazy

W tych trudnych dla nas wszystkich czasach czeka nas prawdziwy test na macierzyństwo. Celem naszym nadrzędnym, jako matek, wydaje się bowiem wyłącznie dbanie o stymulowanie szarych komórek naszych dzieci począwszy od sklejania makaronu w konstrukcje à la Eiffel, a skończywszy na leniwych i dłużących się wieczorach z planszówkami tudzież z poezją pisaną i śpiewaną czy nauką on-line gry na fortepianie w tle. I bardzo trendy, i takie nośne jest wrzucić zdjęcie na IG lub FB jak to właśnie szóstą godzinę z rzędu całą rodziną rozkminiamy zagadki z piętnastego poziomu gry planszowej “Mały geniusz – gra dla 3-latków”.

Odpuść sobie


Jestem pełna podziwu dla matek i rodziców, którzy mają raz wyobraźnię, dwa cierpliwość, trzy czas na spędzanie każdej chwili razem z dziećmi, obojętnie na ich wiek, proponując im te wyłącznie poprawne społecznie zabawy. Zazdroszczę tej wytrwałości, której mnie starczyło na jakieś pięć lat nieustannego “bycia przy i dla”. Potem, po prostu z braku sił i stępienia nerwów zdecydowanie zluzowałam lejce.
I w tym momencie apeluję do Was, moje kochane mamy, odpuście, zlekceważcie proszę te wszystkie “W ten sposób możemy połączyć przyjemne z pożytecznym”. Wrzućcie na luz. Korzystajcie również, podkreślam również, a nie wyłącznie, z dobrodziejstw techniki, jakim jest są na przykład kanały telewizyjne dla dzieci, które dzisiaj wydają się być stworzone specjalnie na czasy pandemii. Spójrzcie równie łagodnym okiem na smartfony i tablety. Nawet jeśli dzieciaki spędzą przy nich pół dnia, też będzie ok.. Nie ucierpią na tym ani one, ani Wasza matczyna ambicja czy samoocena.
A dla tych, którzy mimo wszystko będą chcieli Was przekonać, że Waszym obowiązkiem jest nieustanne bycie w gotowości, mam kilka słów, które polecam do wykorzystania. Po pierwsze: jeśli to co robię w jakikolwiek sposób jest dla ciebie nie do zaakceptowania, przykro mi, nie mogę nic na to poradzić. Po drugie: to jest moja decyzja i nie muszę ci się z tego tłumaczyć. Po trzecie: biorę odpowiedzialność za moje wybory i jestem świadoma ich konsekwencji. Po czwarte: doceniam twoją troskę o moje dzieci, ale pozwól, że ja zdecyduję o tym co dla nich jest w tym momencie najlepsze. I po piąte: byłoby idealne, jeśli pozwoliłabyś/-łbyś pozostać mi przy własnym zdaniu, tak jak ja nie naciskam cię na zmianę twojego.

Ta korona nie jest dla nas

Nie musimy, w tym piekielnie ciężkim czasie, ścigać się po tytuł “Perfekcyjnej Mamy w Czasach Zarazy”. Nie musimy być do dyspozycji dzieci dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie musimy brać wszystkiego na siebie. Nie musimy zawsze, o każdej porze, być correct i tak, jak “powinnyśmy” być.
I zdradzę Wam teraz pewien sekret: otóż im dłużej pozostaniemy w ciągłym “dla i przy”, tym prędzej zaczniemy odczuwać niechęć, z czasem może i nienawiść, do siebie jako matek i do własnych dzieci, co wcale nie będzie czymś nadzwyczajnym w tych okolicznościach. Jedynym co nas wtedy uratuje będzie ucieczka. Jasne jest, że dzisiaj nie mamy za bardzo gdzie uciec. Pozostaje nam więc korzystać z tego, co mamy pod ręką dla odwrócenia uwagi naszych dzieci na choćby pół godziny, godzinkę. Wyścig po koronę tej najlepszej matki na świecie zostawmy komu innemu. Nasze głowy wyglądają pięknie i bez niej.

Razem lepiej

W tym miejscu mam kilka słów do mężów, partnerów, ojców dzieci: jeśli jesteście z nami, pomóżcie nam. Spytajcie nas czy możecie nam jakoś pomóc. Przejmijcie część obowiązków przy dziecku. Dajcie nam parę minut na cudownie samotną kąpiel czy chociaż wizytę w toalecie bez dziecka u stóp. Pozmywajcie, posprzątajcie, ugotujcie coś czasem, zamówcie na wynos. Spytajcie jak się czujemy i co u nas, ale nie w związku z koronawirusem, ale po prostu. Powiedzcie, że jesteśmy dzielne, że nas podziwiacie. Bo, czy my matki tego chcemy czy nie, czasem górę nad zdrowym rozsądkiem i chęcią przetrwania weźmie słabość do bycia tą najdzielniejszą z dzielnych i na każde Wasze pytanie odpowiemy “Och, sama to zrobię, dam radę”. A tak nie jest i nie będzie.
Nie pytajcie nas czy potrzebujemy chwili dla siebie. Bo potrzebujemy jej zawsze, tylko czasem wstydzimy się do tego przyznać, żeby nie wyjść na te “leniwe” czy “za słabo zaangażowane w macierzyńskie obowiązki”.

Jesteśmy bohaterkami

Podsumowując: jesteśmy, kochane moje mamy, heroskami na polu bitwy. To, czy emocjonalnie to przetrwamy, zależy w głównej mierze od nas samych. Rozmawiajmy o tych naszych wątpliwościach ze swoimi najbliższymi, z dziećmi też. Mówmy im co czujemy. Nie bójmy się i nie wstydźmy okazać słabości. To czyni z nas ludzi z krwi i kości.
W rozmowie z mężczyznami używajmy prostego języka, bez podchwytliwych konstrukcji słownych “żeby sam zgadł”. Nie na zasadzie: “Czy nie widzisz jak jestem zmęczona po dwunastu godzinach z dziećmi?”, ale “Potrzebuję chwili dla siebie. Jestem zmęczona i chcę odpocząć. Proszę żebyś mi w tym pomógł”. Proste komunikaty. Te sprawdzają się najlepiej. I gwarantuję Wam: po takiej akcji same ze sobą poczujecie się dużo lepiej. Udowodnicie sobie, że potraficie o siebie walczyć. Że umiecie stawiać granicę. Że kochacie siebie na tyle, żeby mówić o tym, czego Wy potrzebujecie.

Sekrety matek

A tak na marginesie: kiedyś, kiedy jeszcze goniłam za tą koroną najlepszej mamy ever, ale już nieco ocierałam się o zwątpienie w sens tej pogoni, moja znajoma opowiedziała mi jak ona sobie poradziła z “No przecież ty cały dzień siedzisz w domu z dzieckiem i poza tym nic nie robisz. To od czego masz być zmęczona???”. Otóż: pewnego dnia faktycznie nie robiła nic oprócz “siedzenia z dzieckiem”. Obsługiwała wyłącznie maleństwo. Nie sprzątała po sobie, nie wstawiała do zmywarki, nie układała zabawek, nie wyrzucała brudnych pieluch do śmieci. Mąż po powrocie, kiedy zobaczył mieszkanie zmienione w pobojowisko, lekko się zaczerwienił i wydusił “Co Ty robiłaś cały dzień??!!”. “No właśnie nic…” odpowiedziała i powróciła do błogiej nicości. Po dwóch dniach takiego nicnierobienia, ów małżonek nosił ją na rękach i słał dywany pod jej stopy.
Ale to tak zupełnie na marginesie..:)

Bądźcie zdrowe i zdrowi. Bez tego nic.

Iwona Kilińska, 
mama

Iwona Kilińska – łączy role partnerki, mamy, pracownika na etacie i kobiety rozwijającej własną działalność. Jest autorką kampanii społecznej “#Stop Krytyce Mam” promującej akceptację i wsparcie wśród matek. Z pomocą radia, prasy i magazynów dla mam dociera z przesłaniem kampanii do szerokiego grona odbiorców. Bycie mamą nauczyło ją czym jest poczucie własnej wartości, a studia podyplomowe na SWPS i Akademii Marka Kamińskiego na kierunku “Praktyczna Psychologia Motywacji” dodały jej wiary w siebie na drodze do realizacji marzeń zawodowych. Jej ulubione powiedzenia zwykle nie nadają się do publikacji, a z tych bardziej stonowanych uwielbia to: “Akceptuję w sobie wszystko, co nie znaczy, że wszystko w sobie lubię”.

Visit Us On FacebookVisit Us On LinkedinVisit Us On Instagram