O myśleniu…i sile jego braku

„Idź i dźwigaj, po prostu!” słowa, które za każdym razem słyszałam podczas zawodów i najważniejszych podejść w mojej sportowej karierze. Podnoszenie ciężarów to dyscyplina o prostych zasadach: jeśli chcesz wygrać, musisz unieść ciężar w górę. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie chodzi o zimną głowę, ale zburzenie w niej pewnej rzeczywistości i zasianie ciekawości: ile naprawdę waży 100 kilogramów trzymając je nad sobą?

Od zawsze nie mogłam zrozumieć trenerów, którzy układali swoim podopiecznym plany zawierające dokładnie rozpisane obciążenia lub zaplanowany procent wysiłku w tym konkretnym dniu. Będąc na zajęciach mikro i makroekonomii nie byłam w stanie pojąć, że ekonomiści za pomocą modelowania ekonomicznego budują scenariusze i prognozy tego, co dopiero nastąpi. Za każdym razem, kiedy dodatkowy czynnik wydawał mi się być istotny, Prowadzący szybko wyprowadzali mnie z błędu. Nie wyobrażam sobie, jak banalny i monotematyczny byłby świat, gdyby ich przewidywania za każdym razem były efektywne.

Cywilizacja, którą wydaje nam się, że znamy, bezustannie podąża na przód. Zmienia się, pomimo, że wraz z rozwojem technologii i procesem globalizacji rozpowszechniane są te same rozwiązania, idee i wzorce. Świat na szczęście wciąż potrafi zagwarantować niespodzianki, bo przypomina, że tylko „nam się wydaje” i ku naszemu zaskoczeniu, schematy zawodzą. Logiczne myślenie, a tym bardziej racjonalne postępowanie jest z pewnością potrzebne. Problemy pojawiają się, gdy okazuje się, że nasze dotychczasowe przekonania nie są trafne. Nagle przekonujemy się, że rzeczywistość w naszej głowie jest kompletnie inna niż otaczający świat i nasze szare komórki doznają nowego bodźca. Parafrazując słowa, z którymi spotkałam się na mojej Uczelni i które zostaną w mojej głowie na bardzo długo: to, co widzimy zależy nie tylko od tego, na co patrzymy, ale od tego, co przyzwyczailiśmy się widzieć. Ośmielę się stwierdzić, że dopiero powyższe słowa pozwoliły mi w pełni zrozumieć, co zawdzięczam sportowi, a zarazem jak znalazłam sposób operowania bodźcami od świata. W związku z tym pozwolę sobie wspomnieć doświadczenia bycia profesjonalnym sportowcem oraz szukaniem siebie bez sztangi u boku.

Każdy, kto miał okazję obserwować moje sportowe poczynania, może potwierdzić, że technika nie była moją popisową cechą, a ta w podnoszeniu ciężarów jest niezwykle ważna. Nie „cieszyła oka”. Była jednak skuteczna i bezpieczna, dlatego postępowałam zgodnie z tym, co mówił mój trener, a zarazem szczery do bólu tata: „jeśli myślałaś, że było źle, a jednak dałaś radę, to może jednak nie myśl i rób trening”. Żaden z występów, który zagwarantował mi tytuł Mistrzyni, nie był idealny. Jestem w stanie drobiazgowo opisać każdy z nich, a skromnie nadmienię, że tytułów nie jest mało. Co więcej potrafię dokładnie wymienić błędy, jakie popełniłam podczas podejścia trwającego 3 sekundy. Ktoś mógłby rzec, że świadczy to o byciu perfekcjonistką. Ja jednak zaprzeczę i powiem, że za każdym razem po prostu odkrywałam swoje granice. Idąc na trening szłam szukać nowych barier. Nie miałam z góry narzuconych ciężarów, bo tak mówi metodologia, a według procentowych wyliczeń podniesionych ciężarów mój organizm potrzebuje chwili odpoczynku lub jest w stanie pobić rekord w tym konkretnym dniu. Podczas każdego treningu mój tata stał obok mnie, obserwował i przede wszystkim reagował na moje spostrzeżenia. Jeżeli zaszła potrzeba, a było ich wiele, wprowadzał zmiany. Jego plan nigdy nie był sztywno ułożony: składał się z szerokiej gamy ćwiczeń.  Tym sposobem stałam się świadoma swojego ciała, a przede wszystkim swojej głowy- wyobrażenia ciężarów, o których kiedyś nawet nie myślałam. Stopniowo sytuacje podczas startów, które dla innych mogły wydawać się trudne, mi nie sprawiały problemów. Przestałam bać się odchodzić od schematów.

Stopniowo zaczęłam odczuwać głód odkrywania nowych granic. Powoli nie tylko tych związanych z podnoszeniem ciężarów. Schematy są pożyteczne, wręcz potrzebne. Kluczowa jest nie tylko znajomość ich natury, ale również świadomość nas samych. Wtedy odkrywamy, że schematy są wygodne, a wychodzenie poza nie jest wyzwaniem. Potrzebujemy przede wszystkim czasu i kreowania nowej rzeczywistości w naszej głowie. Co jednak najważniejsze: nagle okazuje się, że zmierzając ku upragnionej barierze poznajemy otaczający świat takim, jaki jest naprawdę, a dużym i kluczowym wsparciem jest perspektywa osób obok nas.

Uczelnia i pierwsze doświadczenia pracy w korporacji utwierdziły mnie w powyższych przekonaniach. Jeden z rozdziałów mojej pracy licencjackiej poświęcony jest istocie biznesplanu. W nim pada stwierdzenie, że stanowi on stały element efektywnego zarządzania, a dobre planowanie to fundament niemalże każdej dziedziny życia. Powyższe zdanie może być zatem zaprzeczeniem tego, co napisałam wcześniej. Byłoby, gdyby nie fakt, że w następnej kolejności opisane są zasady sporządzania efektywnego biznesplanu. Wśród nich mowa o elastyczności, której sportowcy są doskonale świadomi. Elastyczne podejście jest bowiem fundamentem, który nie wyklucza rzetelnego planowania. Nie można ująć go za pomocą wzoru. Nie jest kwantyfikowalne. Ujmując wprost: wymaga zaakceptowania tego, co jeszcze nieznane i przypomina, żeby nie zakładać z góry zbyt wiele. Ono również przypomina o byciu bacznym odkrywcą tego, co wokół nas i rzeczywistości ukształtowanej w głowach innych osób, gdyż wtedy łatwiej jest zrozumieć zmiany i nasze błędne założenia.

Jeszcze 3 lata temu pakowałam rzeczy na obóz, z którego następnie ruszałam na Mistrzostwa Polski, a kolejnym przystankiem byłyby Mistrzostwa Europy lub Świata. Po nich w planach były oczywiście następne zgrupowania i tak mijały beztroskie wakacje z co najmniej dwiema torbami u boku. Teraz, kiedy dresy z orzełkiem na piersi leżą jedynie idealnie złożone na górnej półce w moim rodzinnym domu, wiem, co tak naprawdę zawdzięczam mojej karierze. Sport nauczył mnie dociekania prawdy tak, jak zwykle robił to Sokrates- mój ulubiony myśliciel, dzięki któremu podołałam jednemu z najbardziej tremujących egzaminów na studiach. Bycie perfekcjonistą i kierowanie się tylko prawdziwą wiedzą wydaje się być odpowiednią drogą, jaką powinien podążać sportowiec. Tym bardziej sztangista, który zmaga się z pozornie niewinną sztangą. Wówczas w dosyć brutalny sposób okazuje się, że podczas zawodów zewnętrzny czynnik decyduje o porażce, a profesjonalista zaczyna analizować swój plan treningowy i zadaje sobie mnóstwo pytań. Pełen emocji dochodzi do wniosku, że jego prawdziwa wiedza mogła być nieugruntowanym mniemaniem i popada w absurd. Właśnie dlatego wspominany filozof jest moim faworytem, a sport moim najlepszym akuszerem prawdy. Dopiero po tym etapie bowiem nadchodzi czas, w którym bycie sportowcem pomaga odnajdywać w sobie drzemiącą, niewydobytą jeszcze wiedzę. Sport staje się pasją.

Świat, do którego mam nadzieję wrócimy niedługo, będzie zupełnie inny. Stan epidemii jest dla każdego innym wyzwaniem, bo jak przed chwilą wspomniałam, nasze perspektywy różnią się czasami o 180 stopni. Wirus przypomniał o tym, jak bardzo człowiek człowiekowi nie jest równy. Wielu straci pracę, jednak tym samym wielu będzie miało jej więcej. Przeczuwamy kryzys, z którym jedno państwo sobie poradzi, jednak drugie mu nie podoła i będzie musiało stawić czoło kształtowania nowych zasad. Przed nami nowa rzeczywistość, której aktualnie nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić. Rozpoczynając przygodę ze sportem jako tancerka i pływaczka nie sądziłam, że będę w przyszłości trzymać ciężary nad głową. Nie spodziewałam się, że idąc na studia będę czuła, że brakuje mi pewnej części siebie nie trenując już profesjonalnie. Za każdym razem pojawiały się nowe schematy, które w pierwszej kolejności musiałam zrozumieć. Powoli nauczyłam się przygotowywania na burzenie pewnej części wyobrażenia świata w mojej głowie, przez co otworzyłam się na bodźce z zewnątrz. Zaczęły mnie fascynować. Nie zaakceptujemy takich zmian w jeden dzień, bo nie można żyć na najwyższych obrotach przez cały czas. Warto jest jednak czasami nie myśleć i po prostu poczekać na nieznane. Moja ulubiona bohaterka szkolnych lektur Ania Shirley często przypomina mi, jak warto jest być po prostu ciekawą i elastyczną wobec świata. Krótko stwierdza:

 „Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem… świat jest taki ciekawy… Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?”.

Foto: Norbert Kowalewski @kowalfoto

Aleksandra Pepłowska

Ola Pepłowska- studentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, jednak od dziecka zakochana w sporcie. Sztangistka, wielokrotna reprezentantka Polski na arenie międzynarodowej. Od niedawna zgłębia tajniki E-Commercu choć w wolnym czasie wciąż chętnie męczy się na siłowni, planuje górskie wyprawy i jeśli tylko starczy czasu, na bieżąco śledzi wszelkie akcje społeczne.

Visit Us On FacebookVisit Us On LinkedinVisit Us On Instagram