OBLICZA SUKCESU

Javier Moro w książce “Szkarłatne sari” podkreślił, że “sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą”. Jakże życiowa jest ta prawda. Pytanie o powód tak funkcjonującego mechanizmu wydaje się banalne. Bowiem w odpowiedzi nasuwa się dość logiczne pragnienie dzielenia radości oraz wewnętrzna potrzeba pochwały w ramach naturalnej gratyfikacji za trud wysiłku. Co wiąże się z bardzo pożądanym w chwilach triumfu przypisywaniem sobie zasług. Natomiast niechęć do przyznania winy za osobiste klęski i niepowodzenia powodowana wstydem, lękiem przed obnażeniem niedoskonałości, zawodu oczekiwań i bólem moralnego kaca, budzi ucieczkę od odpowiedzialności.

Dobrze znam ten mechanizm, bo wiele lat trawił mój schemat myślenia. Ograniczający perfekcjonizm. Odkrywcze i wyzwalające okazało się budowanie własnej dobrej opinii na przyznaniu się do tego. Odkąd oficjalnie daję sobie przyzwolenie do popełniania błędów, jednocześnie poszerzam sobie skalę perspektyw do rozwoju osobistego i tym samym kanały współpracy. Wierzę, że ta zmiana perspektywy spostrzegania – stanowiąca wielki krok dla mnie – przyniesie z czasem też korzyści dla ludzkości. Na większą skalę, bo na mniejszą już przynosi – w projekcie rozwojowym. 

Nie jestem odosobniona. Perfekcjonistów w Polsce nie brakuje. Nie, żebym była prorokiem, ale w perspektywie długofalowej to jest bardzo niepokojące. Perfekcjonizm skrupulatnie niszczy odporność psychofizyczną i prowadzi do nałogów. Ambicje wyrosłe na kanwie idealizmu blokują dopływ sił witalnych i często są źródłem utraconej tożsamości, której owocem są: poczucie bezsensu egzystencji, obniżony nastrój, depresja czy problemy w relacjach interpersonalnych. W mojej ocenie to struktura działająca na zasadzie tykającej bomby. Pozorna moc i rozmiar, które finalnie ulegają autodestrukcji. Próby osiągania sukcesu w takim środowisku zawsze kończą się porażką, dla zdrowia lub w opinii ogółu. 

Wiem jak to jest, bo geneza Piramidy Higieny Ciała sięga mojego życiowego załamania. A to dzięki praktykowaniu promowanego w niej stylu życia – dziś czuję spójność w życiu zawodowym i osobistym. Stosunkowo od niedawna, bo od około roku, ale lepiej późno niż później lub wcale. Tego samego chcę dla moich podopiecznych z projektu rozwojowego. Pamiętajmy, że sukces dla wielu znaczy zupełnie co innego. Nie zawsze są to przedsięwzięcia biznesowe. Dla większości często są to wydawałoby się prozaiczne niuanse, jak nowe miejsce pracy, szczera rozmowa z rodzicem, a czasem uwolnienie się z toksycznej relacji. Traktowanie własnej ścieżki do sukcesu jako misji nabiera więc sensu w kontekście odczuwanego na ramieniu oddechu perfekcjonizmu.

W ostatnim roku na gruncie zawodowym podejmowałam ryzyko, raz za razem. Obawiałam się i ryzykowałam, ale zawsze pokładając wiarę w siebie i w skuteczność swoich działań. Świeżość tego podejścia napędzała bardzo optymistycznie. Przy okazji nadając wydźwięk terapeutyczny. Dziś mogę sobie pogratulować, bo wiele z tych ryzykownych zapędów okazało się sukcesem nawet w opinii publicznej, i to na większą skalę, niż pierwotnie zakładałam. Kilka sytuacji muszę jednak zakwalifikować do porażek i iść dalej. Tłumaczę sobie, że bez tych doświadczeń nie byłabym o nie mądrzejsza, a w przyszłości mogłabym stracić jeszcze więcej. To chyba już ktoś kiedyś powiedział – ja czuję podobnie.

Wniosek mam taki, że wyciąganie nauki z wcześniejszych niepowodzeń i odważne mówienie o nich otwiera przed nami przestrzeń do rozwoju osobistego, kolejnych sukcesów, ale też inspiracji innych do działania i pokonywania ich wewnętrznych blokad. Osobiście traktuję tą machinę jako samonapędzający się karmiczny kołowrotek. Taki rytm życia daje mi spokojny sen i równowagę emocjonalną, których wartość jest bezcenna. 

Z racji wieku i doświadczeń mogę już z całą pewnością stwierdzić, że sukcesem dla mnie jest odważne wychodzenie poza sztywne i nie zawsze słusznie ograniczające ramy. Sukcesem jest właściwa interpretacja zadania z jakim przyszło nam żyć i wypełniać tę misję w poczuciu głębszego sensu życia. Sukcesem dla mnie jest więc harmonia pomiędzy kreowaniem własnej rzeczywistości a Światem – starszym i mądrzejszym od nas. 

Paulina Barczak: Psychokosmetolog, mgr psychologii, licencjonowany kosmetolog, psychografolog I.stopnia. Absolwentka Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS oraz Wyższej Szkoły Zawodowej Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie. Kreatorka marki Pebelle. Wyróżniona jako jedna z najbardziej przedsiębiorczych studentek podczas Festiwalu Kariery i Przedsiębiorczości – Human Skills Festival 2017. Współautorka artykułu naukowego na temat benefitów aktywności fizycznej w kontekście jakości życia i poczucia własnej atrakcyjności. Autorka projektu rozwojowego “100 dni z Pebelle – droga do samoakceptacji i niezależności” oraz narzędzia do pracy w zakresie psychokosmetologicznym i mental health – Piramida Higieny Ciała. Piramida jest samopomocowym narzędziem, promującym styl życia, wspierający odporność psychofizyczną, a także stanowi profilaktykę chorób neurodegeneracyjnych, mentalnych i psychogennych. Ponadto stanowi znak towarowy marki Pebelle

Visit Us On FacebookVisit Us On LinkedinVisit Us On Instagram